Jacek Dąbała
Red Horse, 2008
Mężczyzna zbliżył się niepostrzeżenie. Wyjął rękę z kieszeni marynarki i prysnął obojgu w twarze gazem usypiającym. Nie raz, nie dwa i nie trzy. Robił to długo i bez emocji. Tak, żeby mieć pewność. Zaatakowana para nie była w stanie nawet krzyknąć. Chłopakowi dostało się dużo więcej, osunął się na ziemię pod drzewem i znieruchomiał. Dziewczyna usiłowała uciekać, złapać oddech, krzyczeć, ale mężczyzna dogonił ją i przyłożył do szyi ząbkowany, żołnierski nóż. – Cicho, bo cię zarżnę – szepnął. Objął ją w pasie i opiekuńczo podprowadził do samochodu. Powoli traciła przytomność. Potem otworzył bagażnik i wepchnął tam swoją ofi arę. Przestraszona i osłabiona nie protestowała, ułożyła się na boku, próbując rozpoznać rysy swojego prześladowcy. Potem raz jeszcze usłyszała syk gazu i straciła przytomność. Mężczyzna najpierw owinął jej ręce i nogi taśmą, a potem zakleił usta. Cudowna noc, pomyślał, zamykając bagażnik. Cudowna letnia noc. Dziewczyna należała do niego. Na zawsze. Niewyobrażalnie piękna.