Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Złodziej z komputera

Chociaż starzy dobrzy kieszonkowcy i włamywacze wciąż dają nam się we znaki, coraz częściej musimy się liczyć z nowymi rodzajami kradzieży. Złodzieje na dobre wdarli się do Internetu. Właściciele kart płatniczych i kont elektronicznych miejcie się na baczności!

arta M. z niemałym trudem uśpiła trójkę swoich rozbrykanych brzdąców, zaparzyła duży dzbanek kawy i jak co miesiąc zasiadła do komputera, żeby zapłacić bieżące rachunki. Prąd, czynsz, gaz, telefony komórkowe jej i męża, rata kredytu na lodówkę… Sporo tego się zebrało, ale jej podstawowa zasada dotycząca domowego budżetu brzmiała: najpierw regulujemy rachunki, potem sprawdzamy, na co jeszcze nas stać. Dzięki temu i ona, i mąż spali spokojnie, nie bojąc się, że niespodziewanie odłączą im Internet czy ogrzewanie. A najwygodniejsze było dla Marty to, że mogła wszystkie należności regulować, nie wychodząc z domu, przez sieć komputerową. Przy trójce dzieci wystarczająco dużo czasu zabiera pranie, gotowanie i sprzątanie. Zamiast wystawać w kolejkach na poczcie, wolała pójść z malcami do kina albo po prostu poczytać coś ciekawego.

Spisała więc wszystkie transakcje, które miała wykonać tego wieczora, zalogowała się na stronę swojego banku i zaczęła robić przelewy. Pół godziny i było po sprawie. Odruchowo zerknęła jeszcze na historię rachunku z ostatniego miesiąca. Pobory wpłynęły w terminie, niestety bez podwyżki. Zakupy w supermarkecie, za które zapłaciła kartą, wizyta u fryzjera, wypłata gotówki w bankomacie obok jej pracy oraz… A to co? – Marta szerzej otworzyła oczy. Przy dacie 21 sierpnia 2008 roku widniał opis transakcji, która została dokonana w Warszawie. Ktoś w sklepie spożywczym zapłacił jej kartą 24 złote 60 groszy. Marta nie miała pojęcia, jak to się stało, ale jednego była pewna: nie zrobiła tego sama. (...)

W 2006 roku w ten sposób okradzionych zostało kilkudziesięciu klientów popularnej wrocławskiej restauracji. Policjanci badający tę sprawę wpadli na trop przestępców, analizując płatności dokonywane kartą przez poszkodowanych. Okazało się, że wszyscy w ciągu dwóch miesięcy poprzedzających tajemnicze zniknięcia pieniędzy z kont stołowali się w tym samym lokalu na wrocławskim Rynku i tam też za swoje posiłki płacili za pomocą kart bankomatowych lub kredytowych. Funkcjonariusze domyślili się, że sprawcą kradzieży nie jest raczej żaden z właścicieli restauracji (było to miejsce z dużą tradycją i cieszące się dobrą sławą), ale ktoś z pracowników, najprawdopodobniej nowo przyjętych. I mieli rację. W toku śledztwa ustalono, że dokładnie dwa miesiące przed pierwszymi kradzieżami w lokalu w charakterze barmana został zatrudniony Paweł K. To on na czytniku kart zainstalował skaner danych. Numery PIN wbijane przez klientów po prostu zapamiętywał. Wraz ze swoim wspólnikiem, który produkował duplikaty kart, zdołał wypłacić w dolnośląskich bankomatach około stu tysięcy złotych!(...)

...ciąg dalszy w magazynie Śledztwo 3/2008.