Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Pechowa prywatka

Gdy Leon L. wyjechał z żoną na kilka dni nad morze, ich córka, Patrycja, narobiła tyle głupstw, że jej ojciec o mało nie dostał zawału. A dziewczyna miała tylko uczyć się do poprawki z języka rosyjskiego. Inaczej groziła jej repeta drugiej klasy liceum. W nauce pomagała jej przyjaciółka Ewa. Państwo L. zgodzili się, żeby córka została sama w domu, podczas gdy oni pojadą na wczasy do Juraty. Patrycja, owszem, chodziła dodatkowo na opłacone przez ojca korepetycje, ale do nauki specjalnie się nie przykładała. Wierzyła w swoją szczęśliwą gwiazdę, więc wolny czas spędzała na basenie razem z Ewą. Dziewczyny nudziły się, chciały się zabawić i poszaleć. Wtedy przyjaciółka wpadła na pomysł, żeby urządzić u Patrycji swoje urodziny.
– Słuchaj, twoich starych nie ma, chata wolna, może zrobimy u ciebie imprezę? – zaproponowała.

– Wkurzyliby się, gdyby się dowiedzieli – Patrycji pomysł się spodobał, ale bała się reakcji rodziców. Jej ojciec całe życie ciężko harował. Miał przedsiębiorstwo budowlane. Zaczynał od jednej koparki i ciężarówki, potem dokupował sprzęt. Kiedy wygrał przetarg na budowę kanalizacji, zarobił pierwsze duże pieniądze i zaczął mocno inwestować w rozwój firmy. Zdobywał zlecenia w innych województwach i osiągał coraz większe zyski. Kupił ziemię pod miastem i wybudował dom, z którego był bardzo dumny. Sporo kosztowało jego urządzenie i wyposażenie. Meble wykonano na zamówienie, na podłodze leżały deski z afrykańskiego drewna, parapety zrobiono z białego marmuru. Żonie zafundował jacuzzi, córce sprzęt HI-FI najwyższej klasy, konsole do gier, komputer dwurdzeniowy, a sobie plazmę. Bogactwo Leona niejednego kłuło w oczy. Ale przecież nie kradł, tylko ciężko na wszystko zapracował. I bardzo dbał o swój majątek. Dlatego absolutnie nie zgadzał się na żadne imprezy Patrycji z udziałem jej kolegów i koleżanek z osiedla, gdzie mieszkali jeszcze dwa lata temu. Za dużo pieniędzy włożył w urządzenie willi, by teraz ktoś miał zarysować podłogi, zniszczyć meble czy po prostu nabrudzić albo nie daj Boże coś ukraść.

– Nie pękaj! Nie dowiedzą się. Posprzątamy i śladu nie będzie – Ewa zawsze marzyła o prawdziwym urodzinowym przyjęciu.

Przyjaciółka milczała. Bardzo chciała spełnić jej prośbę, ale bała się podpaść ojcu.

– Rany, starzy, jak się zorientują, to się wściekną. Będę miała szlaban na wszystko. Ale z drugiej strony... – zamyśliła się.

– Dobra, w końcu raz się żyje! Następnego dnia obie nastolatki pojechały do supermarketu. Kupiły chipsy, ciastka, chleb tostowy, ser, owoce, sałatki i colę. Gdy wychodziły ze sklepu, wpadły na Kozaka – ważniaka z osiedla.

– Siema, laleczki – przywitał się i obrzucił pożądliwym spojrzeniem Patrycję. Ta mała była bardzo atrakcyjna. Podobała mu się od dawna, ale ona nie odwzajemniała jego uczuć. To bolało, bo nie przywykł do tego, że mu się odmawia.

– Słyszałem, że dziś jest u ciebie impreza. O której? (...)

Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledźtwo 5/2008 na str.58.