Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Dobrze urodzeni mordercy

Osiemnastolatek i jego o rok młodszy przyjaciel wyglądali na ławie oskarżonych na mocno spiętych. Szczupły brunet wpatrywał się w odległy punkt, którego zapewne nikt inny nie dostrzegał. Niebieskooki blondyn błądził wzrokiem po pomieszczeniu, jakby śledził lot muchy, i wyraźnie zestresowany obgryzał paznokcie. Co będzie dalej? – zastanawiał się. Za to ich dwudziestoletniej koleżance uśmiech nie schodził z twarzy. Entuzjastycznie machała do zebranych na sali sądowej ludzi. Zachowywała się tak, jakby przyszła jedynie wesprzeć przyjaciół. Ktoś obserwujący całą sytuację mógłby spytać: Co ta dziewczyna robi na ławie oskarżonych? Pewnie niesłusznie ją oskarżono i za chwilę zostanie stwierdzona jej niewinność. Prokuratura była jednak innego zdania. Cała trójka oczekiwała na wyrok w sprawie o zabójstwo z rozbojem.

Zimą 2006 roku Weronika J., Adam Z. i Marek L. wprost desperacko potrzebowali pieniędzy. Przez kilka tygodni kupowali marihuanę na „krechę” i ich dług osiągnął niebotyczne rozmiary. Zbyt duże nawet jak dla nich, zaradnych nastolatków, którzy do tej pory radzili sobie ze znacznie gorszymi problemami.
Któregoś dnia spotkali się, żeby postanowić, co dalej robić. Kiedy młodzi ludzie zastanawiali się, jak zdobyć pieniądze i pozbyć się długów, Weronika zasugerowała, aby napaść na kogoś i obrabować. Przecież niedługo będą potrzebowali kolejnych działek, a i jakiś lepszy alkohol by się przydał, argumentowała.
Przez kilka dni przygotowywali się do akcji. Wybrali dom ponad osiemdziesięcioletniej mieszkanki ich wioski, Janiny W., bo stał na uboczu. Poza tym wiedzieli, że staruszka mieszka zupełnie sama. Dziewczyna dobrze ją znała, gdyż przed laty ta kobieta pomagała jej wrócić do zdrowia po ciężkim wypadku, przeprowadzając niezbędną rehabilitację. Janina W. pożyczała także pieniądze matce Weroniki, gdy ta znajdowała się w potrzebie.
Młoda prowodyrka liczyła, że łatwo uda im się zdobyć potrzebną sumę, włamując się do domu starszej pani. Spodziewali się, że nikogo w nim nie zastaną. Wtedy zadanie byłoby banalnie proste. Gdyby gospodyni jednak przebywała w mieszkaniu, to, jako osoba schorowana, chodząca o kulach, nie miałaby szans z trójką silnych napastników. A w razie jakichkolwiek problemów dziewczyna i jej koledzy nie zamierzali cofnąć się przed niczym. Planując napad nie wykluczali, że może będą musieli nawet zamordować gospodynię. Z takim właśnie nastawieniem przystąpili do dzieła. (...)

Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledźtwo 1/2009 na str.21.