Ten jesienny dzień w 2002 roku nie zapowiadał się nadzwyczajnie. Obroty były marne, od rana zajrzało do kantoru ledwo dwóch klientów. Później przyszło kilku małolatów, po czeskie korony, pewnie wybierali się do Pragi na piwo.
– Kiepsko to wygląda, Kryśka – powiedział Stanisław W. do siedzącej przy kasie żony. – Zeszły tydzień też nie najlepiej poszedł. Turystów mało, bo się zrobiło u nas drogo, a nasi, jak jadą za granicę, to biorą karty i wypłacają z bankomatów. Jeszcze parę lat i kantory padną. Plastik zastąpi normalne pieniądze – dodał.
Żona pokiwała ze zrozumieniem głową.
– Za rok będziemy w wieku emerytalnym – przypomniała mu.
– Zamkniemy kantor, dość nazbieraliśmy. Przecież dużo nie potrzebujemy, potraf my żyć skromnie. Pamiętasz, jak byliśmy młodzi, żyliśmy cały dzień o herbacie i kromce ze smalcem.
Uśmiechnął się do niej. Tak, doskonale to pamiętał. Pobrali się po maturze, ona skończyła liceum ekonomiczne, on technikum. Mieszkali u jej ciotki, w pokoiku trzy na cztery metry. Spali na ciasnej kanapie, pod jedną kołdrą. I wcale im to nie przeszkadzało, zresztą po ślubie spali mało... I ta bieda nie wydawała się taka dotkliwa.
– A może zmienić branżę? – zastanawiał się głośno. – Butik jakiś otworzyć na przykład? Bo jeszcze bym, Kryśka, trochę popracował. Przecież całkiem niestary ze mnie chłop. Jak myślisz, zdatny jestem jeszcze do czegoś, czy też nie?
Roześmiała się perliście. Mimo siwiejących włosów jej śmiech brzmiał tak jak dawniej, gdy była młodą dziew- czyną. Rzuciła mu zalotne spojrzenie. Wtedy też tak na niego patrzyła. Stanisław zrozumiał, że wciąż ją kocha i nic się nie zmieniło od czasów ciasnego pokoju u ciotki.
Do kantoru ktoś wszedł – młody, wysoki człowiek o krótko przyciętych włosach. Przez dłuższą chwilę rozglądał się, jakby nie bardzo wiedział, gdzie się znajduje. Zdziwiło to Krystynę, bo widziała go już tutaj kilka razy. Młodzieniec stanął pod tablicą z kursami walut, najwi- doczniej nie do końca pewien, co chce kupić. Potem podszedł do okienka i wymienił sto złotych na korony. Krystynie nie spodobało się, jak patrzy na nią i na stojącego za jej plecami Stanisława. (...)
Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledźtwo 2/2009 na str.56.