Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Napad na kantor

Państwo W. byli spokojnymi ludźmi. Całe życie ciężko pracowali, ale dopiero w nowej Polsce, po 1989 roku, do czegoś doszli. Przedtem siedzieli na państwowych posadach – Krystyna w szkole, jako sekretarka, a Stanisław w dużym zakładzie przemysłowym jako elektrotechnik. Wiodło im się nawet lepiej niż innym, ponieważ mężczyzna – jak wielu mieszkańców Sosnowca – często wyjeżdżał na saksy do RFN-u. Przez miesiąc na budowie zarobił tyle, co w rok w swoim przedsiębiorstwie. Ale przywiezionych marek państwo W. nie przepuszczali, jak inni, od razu w Peweksie, lecz oszczędzali. Marzyli, aby kiedyś wynieść się z bloku na przedmieścia, do własnego domku. Wielki przełom końca lat osiemdziesiątych przyniósł im coś lepszego. Zapalono zielone światło dla gospodarki, zalegalizowano obrót walutą. Można było bez problemu otworzyć kantor – o ile miało się dostęp do waluty. A państwo W. zgromadzili prawie dziesięć tysięcy zachodnioniemieckich marek oszczędności. Nie namyślając się długo, postanowili zainwestować we własny biznes. I uruchomili jeden z pierwszych w Sosnowcu punktów wymiany waluty. Nazwali go „Dolar”.

Ten jesienny dzień w 2002 roku nie zapowiadał się nadzwyczajnie. Obroty były marne, od rana zajrzało do kantoru ledwo dwóch klientów. Później przyszło kilku małolatów, po czeskie korony, pewnie wybierali się do Pragi na piwo.
– Kiepsko to wygląda, Kryśka – powiedział Stanisław W. do siedzącej przy kasie żony. – Zeszły tydzień też nie najlepiej poszedł. Turystów mało, bo się zrobiło u nas drogo, a nasi, jak jadą za granicę, to biorą karty i wypłacają z bankomatów. Jeszcze parę lat i kantory padną. Plastik zastąpi normalne pieniądze – dodał.
Żona pokiwała ze zrozumieniem głową.
– Za rok będziemy w wieku emerytalnym – przypomniała mu.
– Zamkniemy kantor, dość nazbieraliśmy. Przecież dużo nie potrzebujemy, potraf my żyć skromnie. Pamiętasz, jak byliśmy młodzi, żyliśmy cały dzień o herbacie i kromce ze smalcem.
Uśmiechnął się do niej. Tak, doskonale to pamiętał. Pobrali się po maturze, ona skończyła liceum ekonomiczne, on technikum. Mieszkali u jej ciotki, w pokoiku trzy na cztery metry. Spali na ciasnej kanapie, pod jedną kołdrą. I wcale im to nie przeszkadzało, zresztą po ślubie spali mało... I ta bieda nie wydawała się taka dotkliwa.
– A może zmienić branżę? – zastanawiał się głośno. – Butik jakiś otworzyć na przykład? Bo jeszcze bym, Kryśka, trochę popracował. Przecież całkiem niestary ze mnie chłop. Jak myślisz, zdatny jestem jeszcze do czegoś, czy też nie?
Roześmiała się perliście. Mimo siwiejących włosów jej śmiech brzmiał tak jak dawniej, gdy była młodą dziew- czyną. Rzuciła mu zalotne spojrzenie. Wtedy też tak na niego patrzyła. Stanisław zrozumiał, że wciąż ją kocha i nic się nie zmieniło od czasów ciasnego pokoju u ciotki.

Do kantoru ktoś wszedł – młody, wysoki człowiek o krótko przyciętych włosach. Przez dłuższą chwilę rozglądał się, jakby nie bardzo wiedział, gdzie się znajduje. Zdziwiło to Krystynę, bo widziała go już tutaj kilka razy. Młodzieniec stanął pod tablicą z kursami walut, najwi- doczniej nie do końca pewien, co chce kupić. Potem podszedł do okienka i wymienił sto złotych na korony. Krystynie nie spodobało się, jak patrzy na nią i na stojącego za jej plecami Stanisława. (...)

Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledźtwo 2/2009 na str.56.



Tagi: kantor‚ napad‚ biznes‚ waluta‚ dolar‚