Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Opętana czy chora?

Anneliese Michel wydawała się normalną, często uśmiechniętą, wesołą dziewczyną. I bardzo wrażliwą. Może trochę nieśmiałą, ale na pewno nie zamkniętą w sobie. Pochodziła z religijnej rodziny, państwo Michel wychowywali swoją czwórkę dzieci zgodnie z naukami Kościoła. Ich córka miała znajomych, przyjaciółki. Jej życie nie różniło się niczym od życia rówieśników z Klingenbergu, niewielkiego bawarskiego miasteczka. Do czasu, gdy Anneliese skończyła szesnaście lat, była po prostu jedną z wielu nastolatek w okolicy. Potem wszystko się zmieniło.

Dorastająca dziewczyna zupełnie nie była przygotowana na to, co miało się z nią stać pewnej jesiennej nocy 1968 roku. Takich rzeczy po prostu nie można przewidzieć. Nie bierze się ich pod uwagę, kiedy jest się szczęśliwym.
A Anneliese była szczęśliwa. Mogła liczyć na rodzeństwo, kochała swoich rodziców, nawet jeżeli ich wzajemne relacje nie zawsze wyglądały tak, jak sobie tego życzyła. Myślała o przyszłości i miała plany, dużo planów. Chciała się uczyć, studiować, zostać nauczycielką, znaleźć męską bratnią duszę i wyjść za mąż. Tylko tyle i aż tyle.
Tamtej nocy nie czuła się najlepiej. Już wieczorem jej samopoczucie pogorszyło się, przez jej ciało przepływały na zmianę fale chłodu i gorąca. Spodziewając się rychłego przeziębienia, postanowiła wcześniej położyć się do łóżka. Powiedziała rodzicom „dobranoc” i udała się do swojego pokoju. Przez jakiś czas przewracała się z boku na bok, ale w końcu zmęczenie zwyciężyło. Zasnęła.
Obudziło ją nieprzyjemne odczucie. Śniło jej się, że nie mogła ruszyć żadną częścią ciała. Największym nawet wysiłkiem nie zdołała przesunąć nóg i rąk, choćby o centymetr. Otworzywszy oczy, Anneliese odetchnęła z ulgą. Była w swoim pokoju, słyszała miarowe oddechy śpiących nieopodal bliskich.
Koszmarny sen sprawił, że zaschło jej w gardle. Chciała więc sięgnąć po stojącą na nocnej szafce szklankę z wodą... ale ręka, nieposłuszna jej woli, ani drgnęła.
Po plecach dziewczyny przebiegł dreszcz. Ponownie spróbowała poruszyć ramieniem, potem drugim, następnie obiema nogami. Bez rezultatu. Całe ciało ogarnął paraliż.
Po chwili dostrzegła kątem oka ruch. Jej kończyny zaczęły reagować, ale nadal nie wykonywały poleceń – jakby kierowane cudzą wolą. Mięśnie napinały się i drżały, ręce i nogi wyginały nienaturalnie, szczęka zaciskała się jak imadło, by nieoczekiwanie zupełnie zwiotczeć i opaść. Dziewczyna nie potrafiła dłużej powstrzymać przerażenia. Zaczęła krzyczeć. (...)

Mijały kolejne tygodnie i miesiące. Dziewczyna stopniowo zapominała o koszmarnej nocy, blednące wspomnienie wydawało się coraz mniej makabryczne. A jednak niespełna rok później Anneliese ponownie straciła panowanie nad swoim ciałem. Drugi atak okazał się jeszcze dotkliwszy od pierwszego. Strach powrócił, podobnie jak pytania o przyczyny niespodziewanych napadów.
Lekarze badający nastolatkę nie byli w stanie zdiagnozować żadnej choroby. Lecz Anneliese czuła się coraz gorzej i rodzice zdecydowali się wysłać córkę do sanatorium dla chorych na gruźlicę, gdzie miała zostać poddana dalszym testom. Konkretnej odpowiedzi na pytanie, co się z nią dzieje, nikt nie potrafi ł udzielić. Pojawiały się natomiast kolejne, coraz bardziej niepokojące objawy. Znajome Anneliese mówiły o szokującym zachowaniu dziewczyny, która podczas ataków nie tylko krzyczała, ale bełkotała coś innym niż zwykle głosem, jej oczy zasnuwały się czarną mgłą, a ciało wyginało w niewyobrażalny sposób. Sprawa wyglądała tym dziwniej, że lekarze wciąż nie potrafi li określić przyczyn powodujących pogarszający się stan nastolatki. Przy braku pewności wskazali na epilepsję, a młoda pacjentka rozpoczęła leczenie. Przez pewien czas wydawało się, że choroba zo- stała opanowana. Anneliese zaczęła wymarzone studia pedagogiczne, zakochała się z wzajemnością w swoim przyjacielu, Piotrze, starała się normalnie funkcjonować, tak jak koleżanki z uczelni – chodzić na spotkania towarzyskie, dyskoteki, nadążać za modą, uczęszczać do kina i teatru.
Ale koszmar, zamiast ustać, niestety się pogłębiał. Dziewczyna zaczęła popadać w stany depresyjne, coraz częściej wspominała o halucynacjach: widywała wokół przerażające twarze demonów, pojawiające się zwłaszcza w chwilach religijnego skupienia, modlitwy, kontaktu ze świętymi miejscami. Wychowana w ortodoksyjnej rodzinie katolickiej Anneliese przeżywała prawdziwy dramat i cierpiała podwójnie: coraz bardziej czuła się chora i zbrukana złem.

Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 3/2009.



Tagi: opętanie‚ młoda niemka‚ zło‚