Artykuł 101 Konwencji Narodów Zjednoczonych podaje definicję piractwa. Według niej zaliczamy do niego każdy bezprawny akt gwałtu, zatrzymania lub grabieży popełniony dla celów osobistych przez załogę lub pasażerów prywatnego statku lub samolotu. Czyn ten popełniony jest na pełnym morzu przeciwko innemu statkowi morskiemu lub powietrznemu albo przeciwko osobom lub mieniu na pokładzie takiego statku morskiego lub powietrznego. Za tą suchą, prawniczą definicją kryją się morderstwa na załodze i pasażerach, grabież bagażu i ładunku oraz trwająca od setek lat walka z morskimi rozbójnikami.
Z klasycznego piractwa wyodrębniła się zinstytucjonalizowana forma tego rodzaju bandyckiej działalności – korsarstwo. Zajmujący się nim ludzie, zwani korsarzami, działali na zlecenie konkretnego władcy, kraju czy portowego miasta. Dzielili się zyskami ze swoimi patronami, a w zamian byli przez nich chronieni i dotowani. Obecnie piraci nie tylko wdzierają się na pokład atakowanego statku, aby po sterroryzowaniu załogi zabierać przewożony ładunek oraz rzeczy osobiste marynarzy czy pasażerów, ale także często żądają okupu za zwolnienie jednostki. W tym celu uprowadzają zajęte okręty. Zdarza się, że mordują bądź pozostawiają zakładników na otwartym morzu. Zagrabiony ładunek zostaje sprzedany. Czasem statek nie wraca już do armatora, trafi a za to do dobrze zakamuflowanej stoczni. Przemalowany i na nowo zarejestrowany staje się gotowy do wyczarterowania. W ten sposób przestępcy dodatkowo na nim zarabiają.
Jesienią 2008 roku cały świat zelektryzowała wiadomość o porwaniu przez somalijskich piratów pływającego pod liberyjską banderą saudyjskiego supertankowca „Sirius Star” – jednej z największych tego typu jednostek na świecie. 330-metrowej długości gigant przewoził w ładowniach dwa miliony baryłek ropy, co stanowiło równowartość jednej czwartej dziennego wydobycia tego surowca w Arabii Saudyjskiej. Wartość ładunku wynosiła 100 milionów dolarów.
(...)
Dalsza część artykułu w najnowszym numerze Śledztwo 5/6 (10)/2009