Filip Kurzawa próbował swych sił w biznesie, ale nie odniósł sukcesu. Gdy stracił płynność finansową, zaczął oszukiwać, wyłudzając pieniądze od wielu osób. Spotkała go za to wyjątkowo okrutna kara.
We wtorek 16 sierpnia 2005 roku funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei patrolowali teren pomiędzy stacjami Poznań Dębina a Poznań Starołęka. Przez cały dzień nic szczególnego się nie działo. Powoli zapadał już zmrok, gdy ruszyli na jeszcze jeden obchód. Nagle zauważyli dwóch mężczyzn kradnących kable. Natychmiast ruszyli w ich kierunku. Złodzieje próbowali uciekać przez krzaki rosnące w pobliżu torów. Sokiści pobiegli za nimi. I raptem stanęli jak wryci.
To, co strażnicy zobaczyli, wstrząsnęło nimi do głębi. Na ziemi leżało kilka czarnych foliowych worków, takich, w jakie pakowane są śmieci. Jeden był rozerwany i wystawała z niego ludzka noga pokryta larwami owadów. Sokiści natychmiast powiadomili policjantów z pobliskiego komisariatu o makabrycznym znalezisku. Kilkanaście minut później na miejscu pojawiła się ekipa dochodzeniowo-śledcza wraz z technikami kryminalistyki. Funkcjonariusze najpierw zajęli się rozerwanym workiem. Wyciągnęli z niego stopę obciętą powyżej stawu skokowego. Kończyna znajdowała się w stanie znacznego rozkładu. Musiała leżeć w zaroślach od wielu dni. I być może nigdy by jej nie odnaleziono, gdyby nie przypadkowy pościg sokistów za złodziejami.
Policjanci zaczęli otwierać kolejne worki. Obawiali się, że w nich również będą ludzkie szczątki. Nie mylili się. W jednym znaleziono nogę bez stopy, w drugim znajdowała się ręka, a w trzecim głowa – młodego mężczyzny. W ostatnim ktoś schował ręczną piłkę do metalu, zwoje porozrywanej taśmy samoprzylepnej i smycz z pękiem kluczy. Przeszukano okoliczny teren i natrafi ono jeszcze na starą torbę podróżną, znajdowały się w niej foliowe worki takie same jak te zawierające poćwiartowane ciało. (...)
Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 7/2009.