Doktor B. miał wszystko: dom, własny gabinet lekarski, szczęśliwą rodzinę. Stracił to, gdy poznał piękną Patrycję i nie potrafił oprzeć się jej wdziękom. Dziewczyna okazała się bardzo porywcza i... nieletnia.
Ten dzień nie zapowiadał specjalnych niespodzianek. Adam B., wzięty ginekolog, właśnie kończył badanie pacjentki, gdy do gabinetu wpadła przerażona recepcjonistka.
– Panie doktorze, pana samochód się – krzyknęła kobieta. – Przed chwilą zadzwonił z dołu ochroniarz, już powiadomiłam straż i policję. Zaraz przyjadą... Ochroniarz pobiegł tam z gaśnicą.
– Dziękuję – Adam B. starał się zachować zimną krew, ale mocno zaciśnięte szczęki zdradzały jak mocno jest zdenerowany. Bardzo lubił swojego nowego mercedesa. – Proszę się ubrać – zwrócił się do pacjentki. – Wszystko jest w porządku, widzimy się za rok – uśmiechnął się z wysiłkiem i gdy tylko kobieta wyszła, natychmiast opuścił gabinet.
(...)
Z trudem tłumił wściekłość, ponieważ strata była poważna. Auto kosztowało przeszło sto tysięcy złotych, niedawno odebrał je z salonu i nie zdążył się jeszcze nim nacieszyć. A teraz przemieniło się w stertę osmalonego ogniem złomu. Zastanawiał się, kto mógł podpalić samochód. Na myśl przychodziła mu tylko jedna osoba. Sięgnął po swój telefon komórkowy i wybrał numer.
– To twoja sprawka? – zapytał wprost.
– To ostrzeżenie – usłyszał w odpowiedzi.
– Jesteś nienormalna! Zostaw nie mogę.
Adam B. nie słuchał więcej i rozłączył się. Nie spodziewał się, że wpakuje się w takie bagno. Ta dziewczyna okazała się naprawdę niebezpieczna! Mimo to postanowił, że nie zgłosi policji, kto jest sprawcą podpalenia. Bał się wyjawić prawdę, za drogo by go to kosztowało, za dużo miał do stracenia. Żal mu było nowego mercedesa, ale przebolał tę szkodę, tym bardziej, że i tak pieniądze za zniszczony samochód zwracała fi rma ubezpieczeniowa. Westchnął ciężko i zadzwonił po taksówkę.
Gdy wrócił do domu, powiedział żonie, że jakiś chuligan podpalił auto. Ona też nie powinna poznać prawdy. (...)
Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 7/2009.