Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Zabił z zazdrości

Ta zbrodnia wzbudziła ogromne emocje. Przede wszystkim dlatego, że działania zabójców trudno wytłumaczyć racjonalnymi motywami. Takowych po prostu nie było. Zginęła młoda kobieta, ponieważ chciała jechać na banalną wycieczkę. Tak absurdalny powód jej śmierci budzi przerażenie. Sprawę komentowali również prawnicy w całym kraju. Po raz pierwszy bowiem zdarzyło się, aby przed polskim sądem stanęli podejrzani o morderstwo, choć nigdy nie znaleziono ciała ich ofi ary. Dotychczas w przypadku braku zwłok prokuratorzy ograniczali się do stawiania zarzutów o mniejszym ciężarze gatunkowym. Tym razem jednak uznano, że dowody obciążające zabójców są niepodważalne. Doszło więc do bezprecedensowego procesu i wyroku.

Był grudzień 2000 roku. Zbliżało się Boże Narodzenie. W Poznaniu już od dłuższego czasu czuło się świąteczną atmosferę. W sklepowych witrynach stały przyozdobione choinki, ludzie gorączkowo biegali po mieście w poszukiwaniu prezentów, a z wielu miejsc docierały dźwięki kolęd. Julia Wyrozumska także poddała się powszechnemu przedświątecznemu nastrojowi. Młoda kobieta, która przeżyła dopiero 22 lata, czuła się podwójnie podekscytowana. Cieszyła się nie tylko na myśl o Wigilii, którą miała spędzić z najbliższą rodziną. Równie ważnym powodem radości była zbliżająca się podróż – ze swoją przyjaciółką Dorotą Kącką wybierały się do Barcelony. Tam zamierzały spędzić sylwestrową noc, razem z tysiącami członków Taizé, znanej ekumenicznej wspólnoty katolickiej. Przygotowania do wyjazdu zostały zakończone: formalności załatwione, bilety kupione, nocleg załatwiony, ubrania spakowane.

I nagle, dwa dni przed Wigilią, Julia zniknęła. Ostatni raz widziano ją w piątek 22 grudnia, gdy wychodziła około 16 z biura. Była zatrudniona w firmie, której siedziba znajduje się przy ulicy Gąsiorowskich, w centrum miasta, w pobliżu dworca kolejowego i Międzynarodowych Targów Poznańskich. Współpracownicy dziewczyny nie zauważyli niczego niepokojącego w jej zachowaniu. Cieszyła się z nadchodzących świąt, a także z zagranicznego wyjazdu. Koleżanki po pracy wybierały się na zakupy, ale ona śpieszyła się do domu, do Stęszewa, niewielkiej miejscowości koło stolicy Wielkopolski, w której mieszkała. Matka Julii opowiadała później, że córka miała jej pomóc w przygotowaniach do wigilijnej kolacji. Lecz dziewczyna nigdy nie dotarła do domu. Już godzinę po opuszczeniu biura przestała odbierać telefon komórkowy.

Jeszcze tego samego dnia, ale bardzo późnym wieczorem, przypadkowi świadkowie zauważyli, że w lesie koło podpoznańskich Komornik płonie jakiś samochód. Pomimo że auto spaliło się całkowicie, ustalono bez większego problemu, że był to fiat cinquecento należący do Julii Wyrozumskiej. Jej samej w środku nie odnaleziono. Od razu wykluczono wypadek samochodowy, ponieważ pojazd znajdował się na leśnej drodze. Poza tym nie natrafi ono na żadne ślady hamowania, stłuczki, uderzania w drzewo czy oznaki udziału w zdarzeniu innego auta. Wezwani na miejsce strażacy od samego początku twierdzili, że fiat dziewczyny został celowo podpalony. Lecz dla ludzi biorących udział w akcji najważniejszą (...)

Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 9/2009.