Zginął mój ojciec – oznajmił mężczyzna na wstępie, gdy nadeszła jego kolej i usiadł przy biurku pełniącego dyżur policjanta.
– To znaczy zaginął – poprawił się szybko, zmieszany.
– Kiedy do tego doszło? – zapytał oficer spisujący jego zgłoszenie.
– No, w marcu.
Funkcjonariusz oderwał wzrok od klawiatury komputera, na którym mozolnie wypełniał formularz, i spojrzał na siedzącego naprzeciw petenta.
– Jak to w marcu? Dlaczego pan tak długo czekał ze zgłoszeniem?
Mężczyzna nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. W swoim zawiadomieniu Sławomir B. oświadczył, że jego 82-letni ojciec Euzebiusz wyszedł z domu 8 marca, nie podając, dokąd się udaje. Być może miał zamiar odwiedzić grób żony z okazji Dnia Kobiet. Ponieważ Sławomir zajęty był wówczas naprawą dachu, nie zwrócił uwagi na to, czy ojciec zabrał ze sobą
jakieś rzeczy. Później także zapomniał to sprawdzić. Jakoś nie przyszło mu do głowy, aby powiązać zniknięcie rodzica z brakiem osobistych drobiazgów, odzieży czy innych należących do niego rzeczy. Na pytanie, czy panu Euzebiuszowi zdarzały się wcześniej podobne zniknięcia, zeznający po namyśle udzielił odpowiedzi negatywnej. Sławomir B. zaprzeczył również, aby ojciec cierpiał na zaniki pamięci.
– Czy doszło między panem a pana ojcem do jakiejś kłótni? – zapytał oficer, przyglądając się badawczo mężczyźnie.
– No tak, czasem się spieraliśmy – odpowiedział tamten po chwili. – Ale chyba w każdej rodzinie to się zdarza.
– A przed zniknięciem ojca były jakieś sprzeczki? Nie stało się coś, co by go sprowokowało do opuszczenia domu?
– Nie kłóciliśmy się. Byłem zajęty, reperowałem dach – mężczyzna patrzył na swoje spracowane ręce. (...)
Policjant spisujący zeznania zauważył, że przy pytaniach o szczegóły zniknięcia mężczyzna długo zwlekał z odpowiedzią. Tak jakby zastanawiał się nad wyborem najkorzystniejszej wersji zdarzeń. (...)
Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 9/2009.