Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Wykorzystał i zabił

Źycie w Polsce po drugiej wojnie światowej nie było łatwe. Ludzie z trudnością wiązali koniec z końcem. Miliony zostało poszkodowanych przez niemieckiego okupanta, zostając kalekami, tracąc dorobek życia i bliskich. Do bólu i żalu po zamordowanych członkach rodziny dołączała troska o to, jak zapewnić godziwy byt tym, którzy ocaleli z wojennej zawieruchy.
Ludzie masowo porzucali dotychczasowe miejsca zamieszkania, z którymi często wiązały się bolesne wspomnienia, i szukali szczęścia w szerokim świecie. Polacy ze wschodu wędrowali na zachód, na Ziemie Odzyskane, a żyjący do tej pory na wsi przenosili się do odbudowywanych ze zniszczeń miast.
Do takich właśnie osób pokrzywdzonych przez wojenny los należała Stanisława Galicka. Mieszkała wOdrzykoniu w powiecie krośnieńskim. Była mężatką, podczas okupacji straciła dwoje dzieci. Po tej tragedii nić porozumienia między małżonkami pękła. Kobieta z trudnością wytrzymywała we wspólnym domu. Na dodatek ciężko zachorowała, straciła władzę w prawej ręce i nodze.
Po wyjeździe z Odrzykonia zamieszkała w jednym z krakowskich przytułków dla starców i bezdomnych. Nie chciała jednak pozostawać na łasce organizacji charytatywnych i zamiast przesiadywać w noclegowni, codziennie kuśtykała na chorej nodze wokół Rynku i rozglądała się za okazją do zarobku. Zagadywała do ludzi, patrzyła, co porabiają inni i szybko odkryła, że najbardziej opłaca się handel. Posiadaną gotówkę zainwestowała w stragan i towar: dobre papierosy, cytryny, kakao, czekolady, słodycze i ciastka. Zainstalowała się ze swym „przedsiębiorstwem" w niemal idealnym punkcie, przy bramie Prałatówki, obok kościoła Mariackiego.
Galicka codziennie pracowała na swym stoisku, uśmiechała się do klientów. Ludzie polubili tę wytrwałą i sympatyczną kobietę. Lecz ona wciąż była smutna. Czuła się samotna, zagubiona w wielkomiejskim tłumie.
Aż w końcu zjawił się ON. (...)
Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 10/2009.