Dzielnica Rataje to sypialnia Poznania, typowe blokowisko z wielkiej płyty. Mieszka tutaj kilka- dziesiąt tysięcy ludzi. Wśród nich jeszcze parę lat temu żył Andrzej Madejski. Mężczyzna, głowa szczęśliwej rodziny, miał dwójkę dorosłych dzieci, które pomagały mu w codziennych obowiązkach. Pomimo pięćdziesiątki na karku prowadził bardzo aktywne życie. Wstawał bladym świtem, aby udać się na giełdę warzywno-owocową, na której dzierżawił stoisko. Madejski na handlu nowalijkami nie zbił wielkiego majątku, ale zarabiał na tyle dobrze, że mógł spokojnie patrzeć w przyszłość.
(...) Po narodzinach córeczki sytuacja Karskiej stała się beznadziejna. Nie mogła znaleźć stałego zajęcia, bo żaden pracodawca nie chciał przyjąć kiepsko wykształconej kobiety z małym dzieckiem, a tym samym obarczonej ryzykiem częstych zwolnień lekarskich. Nie posiadała mieszkania, bo nie miała żadnych środków na wynajęcie jakiegokolwiek lokum. Nie było też krewnych, którzy mogliby jej pomóc w tak dramatycznym położeniu. W rezultacie Iwona zaczęła się tułać z córeczką po różnych placówkach opiekuńczych. W końcu trafi ła do Domu Matki i Dziecka w Poznaniu, który wówczas prowadził miejscowy „Caritas”.
Andrzej Madejski doskonale znał ten ośrodek, ponieważ od dawna zajmował się dobroczynnością. Pomagał ludziom będącym na życiowym zakręcie, a takich nie brakowało w tej placówce. Przebywały w niej kobiety pokrzywdzone przez los, od których odwrócili się nawet najbliżsi. Madejski uważał zaś, że powinien dzielić się z innymi, skoro sam miał tyle szczęścia. Mężczyzna podczas licznych pobytów w DMiD poznał smutne dzieje Iwony. I szczerze jej współczuł. Poza tym bardzo polubił młodą matkę. A mała Zuzia całkowicie go rozczuliła. Postanowił zaopiekować się Karską i jej córeczką. Chciał im pomóc, żeby nie musiały się więcej tułać po jakichś schroniskach, przytułkach, a nie daj Boże dworcach kolejowych.
Samotna matka zaczęła bywać w mieszkaniu Madejskich. Poznała panią Grażynę, żonę Andrzeja.