Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Kara dla dłużnika

Zygmunt C. od sześciu lat był zatrudniony jako stróż w budynku Sądu Okręgowego w Siedl- cach. Dorabiał w ten sposób do niezbyt wysokiej emerytury. Przeszło sześćdziesięcioletni samotny wdowiec sporo w życiu przeżył i niewiele mogło go jeszcze zdziwić. Lecz to, co wydarzyło się 8 kwietnia 2009 roku, naprawdę go zdumiało i zaskoczyło.

Pracował w godzinach wieczornych i nocą, kiedy urząd był nieczynny; większość czasu spędzał w wygodnej kanciapie. Czytał tam gazety i oglądał telewizję, pozwalało to złagodzić nudę monotonnego dyżuru. Co godzinę powinien odbywać obchód budynku, nie zawsze jednak stosował się do regulaminu. Ogarniała go senność i czasami po północy ucinał sobie drzemkę. Zwykle trwała do 7 rano, gdyż na tę godzinę przezornie nastawiał budzik. Sąd otwierano dla petentów o 8, jednak pracownicy zjawiali się już pół godziny wcześniej. Przed 8 też następowała zmiana i dwóch mundurowych zmieniało poczciwego emeryta, który opuszczał swój posterunek i udawał się do domu. (...)
Tego dnia obudziło go coś innego niż budzik. Zygmunt C. przez chwilę nie wiedział, co się właściwie dzieje. Kiedy oprzytomniał, zorientował się, że ktoś łomocze do drzwi. Na dworze było już jasno, więc pomyślał, że pewnie przespał godzinę, o której zjawiają się pracownicy sądu. Emeryt zaklął brzydko pod nosem. Poszukał wzrokiem budzika i nieco się uspokoił. Dopiero zbliżała się 7. To mógł być jakiś nadgorliwy urzędnik albo sprzątaczki, choć przecież one nie przychodziły w środę... Wtedy usłyszał przytłumione wołanie, nie potrafi ł jednak rozróżnić poszczególnych słów. Musiał sprawdzić, o co chodzi. Wstał z kanapy i udał się do wyjścia.

– Kto tam? – zapytał, gdy już dotarł do drzwi. W wizjerze zobaczył zakrwawionego i posiniaczone- go na twarzy mężczyznę. Cofnął się ze zgrozą.

– Ratunku! – zawołał stojący przed drzwiami osobnik.

– Pobili mnie! Proszę otworzyć! Stróż zawahał się. Instynkt ostrzegał go, by tego nie robić, jednakże tamten na zewnątrz wyraźnie potrzebował pomocy. A jeśli to był jakiś podstęp?

– To nie policja, tylko sąd! – odkrzyknął.

– Pomylił pan miejsca. Komenda jest trzy ulice dalej, proszę tam iść. W odpowiedzi dobiegło go jęczenie i błagalny głos.

– Nie dam rady... Przecież pan widzi, jak wyglądam!

(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 11/2009.