Kilka lat temu stacje telewizyjne na całym świecie pokazywały interesujący zapis wideo, dotyczący pewnego napadu w Londynie. Ubrany w dżinsy, wiatrówkę i czapkę bejsbolową niepozorny mężczyzna wchodzi do niewielkiego oddziału jednego z banków, zbliża się do kas i żąda wydania dużej sumy pieniędzy. Jest bardzo zaskoczony, gdy pracownicy, zamiast wypełnić jego polecenie, uruchamiają specjalny system zabezpieczeń. Z suftu wysuwają się nagle stalowe zapory, które opadając, oddzielają zbitego z tropu przestępcę od kasjerek.
Spanikowany złodziej rzuca się do ucieczki, ale znowu napotyka na niespodziewaną przeszkodę – drzwi za nic nie chcą się otworzyć! Mężczyzna wali w nie pięściami, uderza całym ciężarem ciała, jednak jego wysił- ki na nic się nie zdają. W końcu, zrezygnowany, zaczyna krążyć niespokojnie po pomieszczeniu.
Wtedy znienacka pojawia się szansa na ratunek. Do banku wchodzi – bez najmniejszego problemu otwierając drzwi – starsza kobieta. Złodziej widząc to natychmiast biegnie w stronę wyjścia i znika na ulicy. Nie udaje mu się jednak uniknąć kary. Tak długo pozostawał pod czujnym okiem kamer monitorujących bank, że policja nie ma żadnego kłopotu z jego namierzeniem.
Dlaczego dopiero pojawienie się nieświadomej niczego kobiety pozwoliło złodziejowi opuścić bank? Odpowiedź jest bajecznie prosta. Przerażony włączonym alarmem mężczyzna nie zauważył widniejącej na drzwiach informacji, że te otwierają się do środka. Zamiast pociągnąć za klamkę, miotał się jak szalony. A wystarczyło przez chwilę pomyśleć.
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 1/2010.