Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Dorósł do zabijania

Łódzka dzielnica Żubardź, granicząca ze słynny- mi Bałutami, jest typowym blokowiskiem, jakich wiele wybudowano w Polsce na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zeszłego stulecia. Mieszkają tam robotnicy niegdyś zatrudnieni w licznych w Łodzi zakładach włókienniczych. Po roku 1989, w okresie wielkich przemian politycznych i gospodarczych w kraju, większość łódzkich fabryk została zamknięta, a ludzie poszli na bezrobocie lub wcześniejsze emerytury. Co zaradniejsi wynieśli się w inne rejony Polski i tam szukali pracy. Z czasem rządy na osiedlu przejęli członkowie młodzieżowych subkultur, blokersi i kibole, a konkurujące ze sobą gangi wyznaczyły swoje strefy wpływów, przyozdabiając ściany bloków pstrymi graffiti. Żubardź stał się niebezpiecznym miejscem, w którym ludzie przestali spacerować po zmroku.

Jedną z takich grup tworzyło trzech nastolatków: jej lider, Paweł S., 18-letni syn byłej szwaczki (ojciec nieznany), jego bliski kumpel 17-letni Michał W., uczeń gimnazjum, powtarzający ostatnią klasę, oraz niespełna 16-letni Roman T., który dopiero aspirował do pełnego członkostwa w gangu. Chłopcy spędzali ze sobą całe dnie, wałęsając się po osiedlu, pijąc tanie wi- na, które kupowali za pieniądze z dokonanych drobnych kradzieży. Uczenie się uważali za dobre dla frajerów, o przyszłości nie myśleli, a jeśli już, to widzieli siebie jako „ludzi z miasta”, obwieszonych złotem twardzieli w skórzanych kurtkach. Do uczciwej pracy żaden z nich iść nie zamierzał. Paweł S. miał na ten temat określone zdanie.
– Robota w fabryce dała mojej matuli dziewięć stów emerytury – powiedział kiedyś, gdy pili piwo na ławce przed blokiem.
– Prawie trzydzieści lat, dzień w dzień, zasuwała nad krosnami i dorobiła się jedynie skrzywienia kręgosłupa, bo cały czas musiała się schylać. Gadajcie, co chcecie, ja nie mam zamiaru skończyć z garbem na plecach. Słuchający go kumple przytaknęli. Bezrobocie, problemy, by pieniędzy starczyło do końca miesiąca, uzależnieni od alkoholu rodzice: takie i podobne sytuacje dobrze znali z własnych domów. Poza tym mieli szacunek do lidera ich grupy, który zdawał się wiedzieć trochę więcej o życiu. Paweł często opowiadał im o gitowcach, ludziach z marginesu, chuligańskiej subkulturze popularnej w latach siedemdziesiątych zeszłego stulecia. Sporo się o niej dowiedział od jednego starego łódzkiego recydywisty.

(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 3/2010.