Łysy: Niech będzie pochwalony Pan nasz, Jezus Chrystus. Koło Szecherezady przechodziłem i patrzę stoi ta kobita, tak jakoś biednie wyglądała, a ja w Boga wierzę, to żal mi się jej zrobiło. No to mówię pójdziesz ze mną, tu niedaleko do Wielkiego Ryśka. Rysiek ma melinę, całkiem niedrogo bierze. Śledzia można tam kupić i czarne. To jego teść, to takie robi, że to lepsze niż szynka, ja wolę. To wypiliśmy tam pół baksa z nią i z Ryśkiem i ona mówi, że ma dzieci. Duże? Pytam. A ona mówi, że no jedno cztery, drugie dwa... nie dwa i pół, niedobrze mówię, cztery i pół i dwa lata. To miałem akurat te pieniądze, co dostałem, jak wychodziłem, to dałem. No niech kobita kupi jakieś pomarańcze tym dzieciom, akurat tak się Wigilia jakoś zbliżała, cukierki jakieś, no niech dzieci takie coś mają od życia, nie? Ty, ja potem wchodzę do Starego Mordziatego, znasz Starego Mordziatego? On też ma melinę, tylko droższą. Ja patrzę, a ta kurwa tam z tym Starym Mordziatym siedzi i wódkę pije i tak żeby nie skłamać, no pół litra tak do połowy już odpite. To ja mówię, to ja po to ci dałem pieniądze, żebyś dzieciom pomarańcze kupiła, mówię, a ty tutaj na melinie z pijakami wódkę pijesz? No to ci mówię, to tak jak stałem, tak ją jebłem młotkiem, no takim z półtora kilowym. No ze łba nie było co zbierać - wyrwałem chwasta. (...)
A tu w więzieniu to się bali ze mną pod celą siedzieć. Buntowały się gary jebane. A jeden taki Zięba Karol, to się kurwa wszędzie chwalił, że się kurwa niczego nie boi. To ja pytam go, bo przedtem z nim tutaj siedziałem. Jak to Karolku, niczego się nie boisz? Bo ja w Boga wierzę. A w papieża? To on mówi, że jakby go na długość ręki dopuścili, to by zajebał. Ojca Świętego!!! Mówię, a jakbyś dzieci miał? To on mówi, że by dzieciora wziął i na żywca przez główkę do drzwi przybił, takim gwoździem. To ja sobie myślę, to po co taki człowiek żyje? Po co taki człowiek żyje? Jak ten chwast... wyrwałem chwasta, ale że była już cisza nocna, to nie chciałem wołać klawisza, to zameldowałem przy misce. Franz: Dosyć! Łysy: Co?
Franz: Skończysz jutro.
Łysy: Jutro? Niemożliwe... jutro mnie nie będzie...
Mało kto zdaje sobie sprawę, że inspiracją do powyższej sceny, otwierającej kultowy film Waldemara Pasikowskiego „Psy 2", była głośna sprawa z lat osiemdziesiątych. Pierwowzór Łysego istniał naprawdę. Żył w latach 1948-1983. I naprawdę „wyrywał chwasty". Cofnijmy się zatem wstecz do tych wydarzeń, którymi żyła ówczesna Polska.
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 4/2010.