Okoliczności zdarzenia wskazywały, że do zabójstwa doszło przypadkiem. Krzysztof Kamiński, znany kolekcjoner starożytnych pamiątek, musiał zaskoczyć złodzieja w swym gabinecie. Doszło do szarpaniny, podczas której mężczyzna został mocno pchnięty przez przestępcę. Zatoczył się do tyłu, potknął o skraj perskiego dywaniku leżącego pod mahoniowym biurkiem, po czym uderzył głową o wzmocnioną miedzianym okuciem krawędź blatu, doznając zmiażdżenia podstawy czaszki. Wstępne oględziny wskazywały, że kolekcjoner poniósł śmierć w wyniku poniesionych obrażeń.
Komisarz Rudzki pochylił się nad feralnym biurkiem i obejrzał krwawe smugi na jego brzegu, po czym polecił technikowi zabezpieczyć odciski palców i ślady DNA. Bez większych nadziei na znalezienie czegokolwiek, złodziej z pewnością używał lateksowych rękawiczek. - Jest pani pewna, że zginęła tylko czaszka? - zwrócił się do młodej kobiety, przeglądającej półki zajmującej całą ścianę szklanej gabloty. Anastazja Wolska była asystentką denata i jego kuzynką.
- Tak, leżała tu - wskazała puste miejsce na półce, między chińską wazą z okresu dynastii Ming a glinianą figurką neolitycznej bogini płodności. - Aztecka czaszka z górskiego kryształu, epoka prekolumbijska. Na całym świecie jest ich trzynaście, przynajmniej o tylu wiadomo.
- Słowem pechowa trzynastka - zauważył Rudzki. - Ktoś bardzo chciał mieć ten kryształowy drobiazg... do tego stopnia, że wynajął zawodowego złodzieja. Nie znaleźliśmy śladów włamania, przestępca unieszkodliwił alarm i bez przeszkód dostał się do domu. Buszował po gabinecie, kiedy pani wuj złapał go na gorącym uczynku. Musiało się to stać między czwartą a piątą rano.
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Oblicza Zbrodni 1/2010.