Mary Barnes pochodziła z indonezyjskiej rodzi- ny, która przyjechała do Stanów Zjednoczo- nych pod koniec lat siedemdziesiątych. Mary miała wtedy szesnaście lat. Po szkole średniej poszła na studia handlowe, które skończyła z wyróżnieniem. Wkrótce potem udało jej się znaleźć pracę w nowo powstałej firmie zajmującej się produkcją i dystrybucją eleganckiej, ale stosunkowo niedrogiej biżuterii. Golden Ring szybko stało się jednym z najbardziej znanych i cenionych przedsiębiorstw w swojej branży. Firma się rozrastała, a jej zyski systematycznie rosły. W głównej siedzibie przy Hilgard Avenue w Los Angeles pracowało około 300 osób, wkrótce zaczęły powstawać kolejne oddziały w innych miastach, a później nawet poza granicami kraju. Po kilku latach liczba zatrudnionych osób przekroczyła tysiąc.
Świetne wyniki finansowe Golden Ring osiągnął między innymi dzięki takim pracownikom, jak Mary Barnes. Indonezyjska imigrantka była oddana fi rmie całym sercem. Szefostwo doceniało jej pracowitość i poświęcenie, wielokrotnie stawiając ją za wzór innym. Mary pięła się po szczeblach kariery, aż na początku lat 90. zaoferowano jej stanowisko dyrektorskie. Do jej głównych obowiązków należało między innymi sprawowanie pieczy nad fi rmowym skarbcem, w którym przechowywano złoto, gotowe wyroby i surowce czekające na przetworzenie. Każdy dzień rozpoczynała wcześnie rano, odwożąc dwójkę synów do szkoły, a następnie jechała do pracy, skąd wychodziła późnym wieczorem, a nierzadko nocą.
Życie Mary Barnes wydawało się idealne. Wraz z mężem i dwójką dzieci mieszkała na przedmieściach Los Angeles w domu, którego nie powstydziłaby się gwiazda fi lmowa. Warta kilka milionów dolarów posiadłość wyposażona była w najnowocześniejszy sprzęt. W końcu Mary zarabiała ponad 150 tysięcy dolarów rocznie. A mąż, który awansował mniej więcej w tym samym czasie, co ona, jeszcze więcej. Nie obnosili się jednak ze swoim bogactwem. Jedynie okazała willa wskazywała na majętność rodziny, co prowokowało sąsiadów do plotek na temat Barnesów. Mary nigdy nie zważała na opinie otoczenia. Dla niej liczyła się jedynie praca oraz to, co sądzą o niej przełożeni.
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 6/2010.