Jadąc rozległym, rozciągającym się na przestrzeni ponad 20 kilometrów lasem przylegającym do miej- scowości M., zauważył stojący przy drodze samochód – granatowego volkswagena golfa. Niecały kilometr dalej na polanie znajdował się parking. Do niedawna był tam bar w przyczepie samochodowej, oferujący kiełbaski i szaszłyki. Stało tam kilka ściętych pni, na których poustawiano stoliki.
Dziwne – pomyślał Krzystof N., widząc auto na poboczu.
– Pewnie nietutejsi i nie wiedzą o parkingu – uznał.
– A może gościa tak mocno przypiliło, że nie – dojechałby do WC?
Mężczyzna zwolnił. Gdy zbliżył się do golfa na odległość kilku metrów, zauważył, że drzwi od strony kierowcy są niedomknięte. W kabinie nie było nikogo. To nierozważne. Kto w dzisiejszych czasach nie zamyka auta, idąc nawet na chwilę za potrzebą?– przemknęło mu przez głowę.
– W dodatku zostawiając wóz przy drodze. Toż to zaproszenie dla złodzieja. A może to nie roztargnienie, tylko coś się stało?
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 9/2010.