Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

MORDERCA W SUTANNIE

Roman Maryś przyszedł na świat w 1963 roku. Mieszkał wraz z rodzicami, trójką rodzeństwa oraz babcią ze strony matki w małej podpoznań- skiej wiosce D. Chłopiec zawsze uchodził za wzór do naśladowania w oczach swojego rodzeństwa oraz kole- gów i koleżanek ze szkoły. Kiedy Romek skończył 9 lat, został ministrantem. Wiele lat później wspominał:
– Z dumą stałem obok ołtarza i marzyłem, aby kiedyś być księdzem – przypominał sobie swoje dzieciństwo dorosły już mężczyzna.
– Co niedzielę wraz z babką, rodzicami i rodzeństwem uczestniczyłem we mszy świętej i z niekrytym podziwem obserwowałem proboszcza wygłaszającego z ambony kazania. Wiedziałem, że w naszej wsi proboszcz ma duży posłuch i że w parafi i każdy się liczy z jego zdaniem. Młody czy stary, biedny czy bogaty, urzędnik, kobieta z warzywniaka czy pijący piwo pod sklepem, wszyscy bez wyjątku szanowali i podziwiali duchownego.

Romek marzył, że za parę lat także on stanie przy kazalnicy i pełen wiary będzie głosić słowo boże. Marysiowie byli bardzo religijni, więc nikogo w domu raczej nie zaskoczyło postanowienie syna, gdy oświadczył, że zamierza swoje życie poświęcić Bogu. Zachwyceni tą decyzją rodzice z dumą rozpowiadali później wśród sąsiadów, że ich Romek pewnie będzie kiedyś świętym. Po cichu liczyli, że może za jakiś czas cała Polska przeczyta w prasie o ich pociesze. A syn dzięki swej wierze i inteligencji szybko zrobi kościelną karierę. Rzeczywiście pod koniec lat 80. o postępkach Romana Marysia dowiedział się cały kraj, a on sam stał się bohaterem... ale kronik kryminalnych.

(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 9/2010.