Maciej Z. brutalnie zabił znanego wrocławskiego profesora, którym się opiekował. Potrzebował pieniędzy na narkotyki.
Okrutna śmierć emeryta Władysława Kupisza wstrząsnęła Wrocławiem. Mieszkańcy placu Kościuszki do dziś wspominają tragedię sprzed ośmiu lat. – Tego nie da się zapomnieć – mówiła dziennikarzom Janina Szymańska, sąsiadka ofi ary. – Pamiętam, że całe podwórko zostało zamknięte. Przyjechało kilka radiowozów i karetka. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam, że coś dzieje się naprzeciwko, w mieszkaniu pana Władka. Potem dostrzegłam sanitariuszy. Wynosili czarny worek. Zbiegłam po schodach do mieszkających piętro niżej sąsiadów. Mieli w domu telefon. Pomyślałam, że natychmiast musimy zadzwonić do Danusi, córki pana Władka. Ona od ponad dwudziestu lat mieszkała w Kanadzie. Po śmierci żony pan Kupisz został tu zupełnie sam. Wszyscy go znali, ale tak naprawdę tylko ze mną i sąsiadami z dołu pan Władek utrzymywał bliższe kontakty. Dlatego pobiegłam prosto do nich. Powiedzieli mi, że starszy pan nie żyje.
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 12/2010.