Historia genialnego majsterkowicza, artysty i... przestępcy, autora serii najbardziej spektakularnych wymuszeń okupów w Niemczech.
Jest 10 maja 1988 roku, Berlin Zachodni. Dyrekcja największego domu towarowego w Europie, Kaufhaus des Westens, zwanego w skrócie KaDeWe, otrzymuje anonimowy telefon z żądaniem okupu w wysokości pół miliona marek. W razie odmowy rozmówca grozi zdetonowaniem bomby, umieszczonej w budynku sklepu.
Dyrekcja wpada w popłoch. Co robić? Czy potraktować tę groźbę poważnie, czy też uznać ją za blef jakiegoś żartownisia? Ostatecznie pozornie zgadza się na stawiane warunki, ale zawiadamia policję.
Jako miejsce przekazania pieniędzy przestępca wyznacza brzeg rzeki Haweli, przepływającej przez północno-zachodnią część Berlina. Konstruuje zmyślne urządzenie, które pozwoli mu podjąć pieniądze. Składa się ono z niedużego wodoszczelnego, zdalnie sterowanego silniczka elektrycznego, kilku kołowrotków i linki, do której będzie przymocowana wodoodporna kaseta na okup. Linka będzie przebiegać z jednego brzegu na drugi. Szantażysta przewiduje, że policjanci pomyślą, że kaseta po umieszczeniu w niej pieniędzy przepłynie pod wodą na drugą stronę. Tam przestępca będzie chciał ją przejąć. A oni będą na niego czekali... W rzeczywistości jest to sprytna zmyłka konstruktora; odpowiedni mechanizm miał przeciągnąć kasetę jedynie kilkanaście metrów dalej – wzdłuż brzegu – a następnie osadzić ją na dnie. Stamtąd szantażysta zamierzał później wyłowić gotówkę.
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 12/2010.