Marcin urodził się 30 kwietnia 1984 roku w Poznaniu. Dorastał bez ojca z matką, która była alkoholiczką. Wychowywał się właściwie sam, nikt się nim nie interesował, nie dyscyplinował. Chłopak od najmłodszych lat palił i pił, nie wracał do domu na noc, zaniedbywał szkołę. Kiedy miał 15 lat, jego rodzicielka trafiła do więzienia za rozbój. Marcinem zajęli się konserwatywni, przesadnie religijni i apodyktyczni dziadkowie – Stefan i Pelagia.
Początkowo wszystko układało się po ich myśli. Monika była szczęśliwa, widząc, że Arek traktuje malca jak własnego syna. Małżonkowie planowali kupić większe mieszkanie i postarać się o kolejne dziecko. Jednak pewnego dnia wszystkie ich plany i marzenia rozsypały się jak domek z kart. Pod koniec 1991 roku Arkadiusz miał wypadek samochodowy i w wyniku odniesionych obrażeń po tygodniu zmarł w szpitalu. To był szok dla dziewczyny. Monika nie potrafi ła otrząsnąć się po stracie męża; wpadła w depresję. Marcin skończył właśnie siedem lat, chodził do pierwszej klasy szkoły podstawowej i nie do końca rozumiał, co się stało. Wiedział jedynie, że tata już nie wróci. Jego mama zaczęła topić smutki w alkoholu. Z czasem pozostający bez opieki chłopiec z pogodnego, zadbanego dziecka zmienił się w nerwowego, niegrzecznego łobuza. Dyrektorka szkoły poinformowała o całej sytuacji dziadków chłopca.
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 1/2011.