Bieżący numer

Magazyn Sledztwo - spis treści

Szeryf i jego kochanica

Nikt nie wiedział, kim była kobieta pana życia  i śmierci krakowskich bezdomnych.  Zginęła, gdy postanowiła od niego odejść.

Od kiedy Waldemar D., emerytowy urzędnik kolejowy mieszkający w krakowskiej dzielnicy Prokocim, przeszedł na zasłużony odpoczynek, zaczynał dzień od spaceru w niedalekim parku Jerzmanowskich. Takie poranne przechadzki zalecił mu lekarz, bo kolejarz chorował na serce. 14 grudnia 2004 roku Waldemar D. jak zwykle szedł alejką w stronę wieży ciśnień – chciał obejść ją i wrócić do domu. Kiedy był koło platana klonolistnego, rozłożystego drzewa posiadającego status pomnika przyrody, zauważył, że w kępie rzadkich i bezlistnych zimową porą krzaków leży sporych rozmiarów, ciemny pakunek. Mężczyzna już miał ruszyć dalej, bo pomyślał, że ktoś tu po prostu wyrzucił śmieci, ale zwrócił uwagę na pewien szczegół. Paczka wydawała się owinięta w jakiś materiał, na dodatek zapinany na guziki!

Zaciekawiony emeryt podszedł bliżej, by się przyjrzeć znalezisku. Ruszył ku kępie, poprawił okulary i po chwili zamarł ze zgrozy. W krzakach leżały zwłoki, a dokładniej owinięty w poszarpaną brudnoszarą jesionkę pozbawiony głowy i kończyn korpus. Zszokowany Waldemar D. spojrzał na sterczące spod płaszcza kikuty nóg. Wyglądały, jakby zostały odrąbane tępą siekierą. Emeryt o mało nie zasłabł. Wrócił na ścieżkę i wtedy zobaczył idącą w jego kierunku dziewczynę z psem na smyczy. Zawołał ją niepewnym głosem. Kiedy podeszła, bez słowa wskazał na widoczny w krzakach obły kształt. Dziewczyna przyglądała się pakunkowi i dopiero po dłuższej chwili zorientowała się, co pokazuje jej starszy pan. Trzęsącymi się rękami sięgnęła po telefon komórkowy i wybrała numer 997.

(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 2/2011.