Samotny emeryt przyjął do domu sublokatorkę. Nie przypuszczał, że początkowo pomocna dziewczyna wkrótce całkowicie się zmieni...
Włodzimierz S. był właścicielem niedużej działki położonej na peryferiach Z. Pod koniec lat 70. wybudował na niej tak zwaną willę, czyli jednopiętrowy dom w kształcie sześcianu. Dobiegający do osiemdziesiątki staruszek mieszkał w niej sam od śmierci żony Janiny. Rozstanie z małżonką bardzo przeżył – nie spodziewał się jej odejścia, bo to przecież on miał problemy z sercem, nerkami i kręgosłupem. Janina wyawała mu się niezniszczalna, zawsze taka energiczna, nigdy na nic się nie skarżyła, ale pewnego razu zasnęła i więcej się nie obudziła. Został sam. Jego jedyny syn, mieszkający na drugim końcu Polski, rzadko przyjeżdżał w rodzinne strony. Włodzimierz coraz bardziej odczuwał związane z wiekiem dolegliwości. Czasami tak go bolały kości, że nie mógł wstać z łóżka. A przecież musiał zrobić zakupy, ugotować obiad, posprzątać w mieszkaniu.
(...) Pan Włodzimierz postanowił więc znaleźć koogoś, kto zechciałby dotrzymać mu towarzystwa, a jednocześnie trochę pomóc w utrzymaniu porządku w domu, zrobić zakupy...
(...) Ciąg dalszy w bieżącym numerze Śledztwo 4/2011.