Zamożny właściciel stadniny nie mógł siel pogodzić z tym, ze jego ukochana wybrała innego mężczyznę. Zastrzelił rywala z dubeltówki. potem zabił świadka morderstwa.
Hanna P. i Marek N., uciekając ze stadniny, nie rozliczyli się z pracodawcą. Daniel H. był im winien dość sporą sumę, zalegał z pensjami od kilku miesięcy. Tłumaczył to kłopotami finansowymi i kryzysem, który spowodował spadek popytu na konie. Ludzie wręcz pozbywali się swych wierzchowców, ponieważ brakowało im pieniędzy na ich utrzymanie. Było to raczej drogie hobby.
Daniel zadzwonił do Marka i Hanny i zaproponował, że rozliczy się z nimi w naturze. Zamiast zaległych pensji da im rozpłodowego ogiera o imieniu Fanfan, będą mieli z czym zacząć własną hodowlę. W czasie rozmowy starał się być miły, daj ąc młodym ludziom do zrozumienia, że nie ma do nich pretensji. Ot, takie jest życie, każdy szuka szczęścia tam, gdzie chce. On jest na tyle doświadczonym człowiekiem, że to pojmuje.
- Nie ufam mu - powiedziała Hanka, kiedy Daniel się rozłączył. - On coś knuje.
- I mnie się tak wydaje - odparł Marek. - Z drugiej strony facet jest nam winny pieniądze, poza tym Fanfan to piękny koń, miałby wspaniałe potomstwo. Wiesz co, pojadę do niego z Pawłem, aby mieć świadka rozmowy, gdyby jednak nie chciał nam zapłacić.
(...) Ciąg dalszy magazynie kryminalnym Śledztwo 7/2011.