Natalee Holloway poleciała na arubę na pierwsze w życiu dorosłe wakacje... przepadła bez śladu. Została porwana czy zamordowana? Aruba to piękna tropikalna wyspa, część archipelagu Małych Antyli. Słońce, ocean, palmy – prawdziwy raj na ziemi. To właśnie tam w maju 2005 roku wybrała się grupa absolwentów Mountain Brook High School, liceum w Alabamie, by wspólnie świętować zakończenie roku szkolnego. Towarzyszyło im siedmiu dorosłych opiekunów, ale ich rola ograniczała się do luźnej kontroli, przeważnie trzymali się z boku i nie przeszkadzali. Przez większość czasu młodzi Amerykanie mieli wolną rękę.
Wśród absolwentów szkoły była 18-letnia Natalee Holloway, niebrzydka blondynka z bogatego domu. Podobnie jak jej koledzy, przyleciała na Arubę odpocząć i trochę zaszaleć: opalać się, surfować, tańczyć. Czyli imprezować.
W przeddzień wyjazdu, po tygodniu spędzonym na wyspie, Natalee czuła się już na tyle pewnie, że postanowiła spędzić ostatni wieczór w towarzystwie miejscowych. Nie zwracając uwagi na ostrzeżenia koleżanek, z którymi bawiła się w klubie, wyszła wraz z trzema nastoletnimi chłopcami. Cała czwórka wsiadła do samochodu i odjechała.
Nazajutrz, 30 maja 2005 roku, matka Natalee, Beth Twitty, odebrała telefon. Dzwoniła jedna z opiekunek licealistów. – Pani Twitty – powiedziała.
– Natalee nie pojawiła się na lotnisku. Nie zdążyła na samolot powrotny. Paszport i bagaż dziewczyny nadal znajdowały się w pokoju hotelowym.
(...) Ciąg dalszy magazynie kryminalnym Śledztwo 9/2011.