Bieżący numer

Spis treści

Lipny Kossak

Igor tęsknił za lepszym życiem. Chciał zrealizować swoje marzenia, rabując bezbronną staruszkę.

Andrzej R. palił nerwowo papierosa, chodząc w tę i z powrotem po przystanku. Klął pod nosem, bo nie zdążył na ostatni autobus do Miłoszowa. Naprawiał kosiarkę u szwagra, ten po robocie postawił pół litra, no i, jak to bywa, zasiedzieli się do późna. W pewnej chwili zobaczył światła nadjeżdżającego zza zakrętu samochodu. Mężczyzna wyszedł na szosę i pomachał ręką. Ucieszył się, gdy zobaczył, że kierowca starego zdezelowanego volkswagena golfa zwolnił i zjechał na pobocze.

Samochód prowadził młody mężczyzna, właściwie jeszcze chłopak. Szczupły, blady i mocno spocony, jak zauważył w skąpym świetle Andrzej R.
– Jedzie pan w kierunku Miłoszowa? – zapytał autostopowicz.
– Tak, wsiadaj pan – odparł chłopak.
– Ale z przodu, bo na tylnych siedzeniach wiozę pakunek. Przez chwilę jechali w milczeniu. Potem kierowca zagadnął Andrzeja R., czy mieszka w Miłoszowie, a gdy usłyszał twierdzącą odpowiedź, wyraźnie się ożywił.
– Tośmy krajanie – powiedział.
– Bo i ja stamtąd pochodzę. Pasażer popatrzył na niego uważnie i pomyślał, że kierowca chyba go okłamuje. Miłoszów to niewielka wieś i gdyby tamten rzeczywiście tam mieszkał, z pewnością by go kojarzył. Ostatecznie jednak nic go to nie obchodziło i nie zamierzał sprzeczać się z kimś, kto wyświadczył mu przysługę. Chciał szybko dotrzeć do domu i odespać dzisiejsze pół litra. Zbliżali się już do Miłoszowa, gdy w pewnym momencie auto podskoczyło na jakimś garbie na drodze. Z tylnego siedzenia z hałasem zsunął się na podłogę pakunek. Andrzej R. obejrzał się i zobaczył przez rozdarty papier złocone ramy sporego obrazu. Kierowca wulgarnie zaklął, a potem rzucił:
– Sorki, ale te nasze polskie drogi..., sam pan wie. – Interesuje się pan malarstwem? – spytał Andrzej R.

(...) Ciąg dalszy magazynie kryminalnym Śledztwo 10/2011.