ANIOŁOWIE PIEKIEŁ
Ogangach, mafi i i innych mniej lub bardziej zorganizowanych grupach przestępczych pisaliśmy już wiele razy. Niejednokrotnie z estymą dla sprytu i pomysłowości należących do nich członków. W mediach i szeroko pojętej opinii publicznej istnieje bowiem obraz bandyty nie do końca złego, czasem szlachetnego czy wręcz nieszczęśliwego. Pisarze, reżyserzy, scenarzyści w swoich dziełach często gloryfikują postaci z półświatka, starając się zauważyć w nich to, czego wymiar sprawiedliwości swoim chłodnym i racjonalnym spojrzeniem nie dostrzega.
Jednym z przykładów na to, jak bardzo legenda różni się od rzeczywistości, jest medialny wizerunek amerykańskich Hells Angels. Historia wyjętych spod prawa motocyklistów obrosła mitami. O członkach tego gangu mówi się, że to wolni ludzie, którzy mają swoje niegroźne hobby: jazdę na motocyklu. Zazdrości się im maszyn, dziewczyn, szacunku i popularności.
Prawda o Hells Angels jest jednak całkiem inna. Twardziele należący do „klubu” wcale nie są święci. Podejrzewa się ich o morderstwa, porwania, handel bronią i narkotykami. Zarzuca się im czerpanie zysków z prostytucji, planowanie zamachów na członków konkurencyjnych band, i bezwzględne eliminowanie tych, którzy wchodzą im w drogę.
Z licznych doniesień prasowych dowiadujemy się, że i w szeregach Aniołów Piekieł trup ściele się gęsto, bo motocykliści-hobbyści rozpętali wojnę gangów i... sami znaleźli się na celowniku. Piszemy o tym w artykule „Gangsterzy na harleyach”.
Kazimierz Rutkowski